Pewien etap życia właśnie się zakończył. Ostatnie spojrzenie na budynki, ostatnie wysłuchanie "znajomych" dźwięków, ostatnie spojrzenia międzyludzkie w gronie pewnych osób i koniec zarywanych weekendów... Coś się skończyło.
Ale myślę, że tym samym coś się zaczęło. Jak dalej będzie, zależy naturalnie od moich wolnych decyzji. Bóg dał wolną wolę. I zostaje jedynie prosić Ducha Świętego o oświecenie umysłu i pomyślne wykorzystanie wolnego czasu.
Niewątpliwie żal tych chwil, które już nie nastąpią ponownie. Ale one świadczą o naszej tożsamości. Buduj nas, kierunkują nas. Zmieniają nasze życie.
Dochodzę do wniosku, że chyba lepiej cieszyć się z powodu tego co było, niż się zasmucać, że nastąpił "pewien koniec".
I choć niejasno to wszystko brzmi, dzisiaj pragnę przekazać jakby pewne motto: "Nie smuć się czymś, co się skończyło, ale ciesz się, że to wszystko było".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz