"Nie jesteś sam, jesteś cząstką wszechświata, dzieckiem Boga, nieodłącznym elementem Stworzenia. Twoje cierpienie jest cierpieniem Boga, twoja tęsknota jego tęsknotą. Wszystko jest tak, jak powinno. Pozwól, aby Prawda była ci objawiona, a przepełni cię radość."

Szukaj na tym blogu

sobota, 24 stycznia 2015


Źródło: Sól dla ziemi

I coś powiązanego nieco z tym cytatem, myślę, że ciekawe - spojrzenie trochę z innej perspektywy na chrześcijaństwo i sens bycia chrześcijaninem:
https://www.youtube.com/watch?v=DG2843QiHrE

piątek, 23 stycznia 2015

Chylę czoło mój mistrzu! - Krzysztof Kamil Baczyński

22 stycznia - 94. rocznica urodzin Krzysztofa Kamila Baczyńskiego - "mojego" mistrza. Dlaczego mistrza i do tego mojego? Jak wiadomo Baczyński umarł młodo, tworzył więc także młodo. (sposób pisania był więc dla mnie bardziej zrozumiały). Jego utwory stały się dla mnie bramą do poezji. Od niego właśnie zaczęłam. I wraz z jego twórczością, która uporządkowana chronologicznie wykazuje tendencję do coraz dojrzalszego pisania, tak ja zmieniałam się w moich interpretacjach, odczytywaniu wierszy i ogólnym podejściu do poezji. Odkryłam w tym nowy, piękny świat, który, w co ciężko mi uwierzyć, jeszcze zaledwie dwa/trzy lata temat zdawał mi się nudnym, monotonnym i niezrozumiałym. Od pewnego czasu jest to dla mnie częstą ucieczką od trosk. Z jednej strony zawsze mogę znaleźć utwory, które wyrażają przeżywane przeze mnie problemy, z drugiej zaś mogę odetchnąć, czytają czasem nieco sielankowe, mówiące o radości, szczęściu wiersze. Wówczas oczyma wyobraźni jestem w raju, który łagodzi napięcie i stres. Od momentu rozpoczęcia tej przygody, Baczyński i jego twórczość wiele dla mnie znaczą.

Poniżej umieszczam jeden z jego wierszy. Ku pamięci Baczyńskiego!

Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne
ptasi świt.
Ziemię twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
wyprowadzę z rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
futrem iskrząc zwiną wszystko
w barwy burz, w serduszka listków,
w deszczów siwy splot.
I powietrza drżące strugi
jak z anielskiej strzechy dym
zmienię ci w aleje długie,
w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
aż zagrają jak wiolonczel
żal - różowe światła pnącze,
pszczelich skrzydeł hymn.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne - obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.

Z jednodniowym opóźnienieniem (za to usprawiedliwionym :) )

wtorek, 20 stycznia 2015

Dziwny sen

"Dziwny sen miałem z wieczora,
Trwał jakby przez wieczność całą -
Tyś była falą jeziora,
Ja byłem nadbrzeżną skałą.

Nie żałowałem tej zmiany,
Żem skałą, a nie człowiekiem;
Marzyłem, żem jest kochany...
A wiek przemijał za wiekiem -

Nie żałowałem, że głuchy
Głaz nic powiedzieć nie może...
Mówiły ze sobą duchy,
Jam niebo widział w jeziorze.

Tyś zawsze padała drżąca
Na moje piersi z granitu,
Złączona wśród lat tysiąca
Węzłami wspólnego bytu.

Kruszyłaś kamienne łono,
A jam się cieszył z zniszczenia,
Bo przeczuwałem spełnioną
Dolę zimnego kamienia.

Wiedziałem, że gdy do końca
Zamiary przywiedziesz zdradne -
Żegnając gwiazdy i słońca,
W objęcia twoje upadnę."

Adam Asnyk

"A gdyby tak w końcu się odważyć. Podążyć za sercem, chwycić się marzeń."


Dziwne spotkanie

Wtorek
7:27
Jak zwykle czekam na wiecznie spóźniający się autobus.
Nagle w tym oczekiwaniu zauważam pewną starszą panią. Przecież jej nie znam, ale jej twarz wydaje się być jakby bliska. Spoglądam na nią. Wtedy ona prosi mnie o pomoc w rozczytaniu rozkładu na przystanku.
- Za ile będzie mój autobus, xx?
- 7:40, za dziesięć minut - odpowiadam.
- Dziękuję bardzo i przepraszam - za co? Nie wiem. Może to uprzejmość starszego człowieka, który przeprasza za zawracanie głowy. Pani uśmiecha się i odchodzi.
Ja stoję nadal w tym samym miejscu. Czekam już z pewną obojętnością, gdyż już wiem, że będę musiała marznąć kolejny dzień nieco dłużej niż powinnam. Ale starsza pani podchodzi do mnie ponownie. W pierwszej chwili myślałam, że będzie tutaj tylko stać. Myliłam się. Zauważam ruch jej ust, jednak nie docierają do mnie jej dźwięki. Przepraszam więc, że nie usłyszałam i natężam słuch. Wtedy do moich uszu trafiają słowa początkowo nijakie - ogólne: "już nie ma tutaj tego kiosku", "wszystko likwidują", "nic nie jest rentowne". Historia jednak się rozwija. Przechodzi w sferę bardziej prywatną: "ojciec zostawił nas, piątkę małych dzieci w domu, i poszedł walczyć". Gdy tak patrzałam w jej oczy, malowało się w nich niewypowiedziane cierpienie. Widać było, że pewne rany na jej sercu nie zagoiły się całkowicie. Powracające wspomnienia nawracają smutne wizje. Słucham jej dość uważnie, gdyż rozumiem, że niektórzy po prostu nie mają komu się wyżalić. Mój wzrok próbuję dostosować do takiego, aby wyrażał zrozumienie. Dowiedziałam się też, dlaczego jej głos był tak słaby i cichy oraz o jakichś operacjach. Przedstawiła mi, myślę że, większość tych głównych czynników występujących w jej życiu, które nałożyły krzyż na jej ramiona. I gdyby nie jej ostatnie słowa - ostatni wniosek, pewnie nie zapamiętałabym tak dobrze tego spotkania, gdyż nie analizowałabym tego tak dokładnie.  Niespodziewanie poczułam ciepło na palcach, tak, złapała mnie za rękę. Oto co usłyszałam:
- Wierz w Boga. Mówię ci... wierz. To jest jedyne co nam zostało. [...] Odmów zawsze te Zdrowaś Maryjo, tak jak potrafisz, ale odmów. [...] Jesteś młoda, ładna, tyle przed tobą. Ale pamiętaj o Bogu. - Wtedy nadjechał mój autobus, dałam o tym znak, odwracając głowę w jego kierunku, lecz wzrok ponownie skierowałam jeszcze raz na nią. Powiedziała mi jeszcze kilka słów, a na koniec pobłogosławiła. A mnie... zaparło dech w piersiach.

Może niektórzy uznaliby ją jako natrętną osobę, która się użala i chce każdego nawracać. Mnie wcale nie musiała, a raczej utwierdziła. Myślę po prostu, że Bóg stawia na naszej drodze ludzi, którzy mają nam coś przekazać. I ona była takim wysłannikiem. Przecież od początku wydała mi się "wyjątkowa", "znajoma" wśród wszystkich osób. Jestem Jezusowi bardzo wdzięczna za takie znaki objawione w bliźnich, gdyż na co dzień niestety spotykam więcej ludzi nieprzyjemnych, którzy gotowi są rzucać obelgami lub pogardliwymi komentarzami w moim kierunku. Jakże mało na tym świecie wyrozumiałości. Często "człowiek człowiekowi wilkiem". A tutaj taka niespodzianka. Od razu zrobiło się cieplej na sercu.

piątek, 16 stycznia 2015

Jak linoskoczek

Pewnego razu przypadkiem natknęłam się na znane mi zaledwie ze słyszenia imię i nazwisko: Grzegorz Turnau... Wtedy właśnie zaczęła się moja przygoda z utworami muzycznymi, które niosą głębszy przekaz, bądź po prostu wyrażają nasze egzystencjalne problemy bez konieczności ich wyjaśniania (co daje przyjemną lecz trudną często możliwość snucia własnych refleksji). Ponadto jest to miłe uczucie dla mojego polskiego serca, słuchać muzyki w ojczystym języku. Ostatnio dźwięk jednej z piosenek nie opuszcza mej głowy - jest to utwór pt. "Jak linoskoczek". W związku z "ubóstwianiem" przeze mnie linoskoczka, co jest spowodowane pewnym stanem w moim życiu, pragnę się z Wami podzielić kilkoma przemyśleniami, które nie tylko odnoszą się do moich osobistych problemów, ale mają także bardziej uniwersalny charakter.



"Niepewnie idziesz pochylony drogą, co nigdzie nie prowadzi. Tak jak po fali, tak jak po linie, jak nad przepaścią idziesz drogą [...] Nie widzisz ziemi pod stopami. W powietrzu lekko zawieszony, skupiony nad swym każdym ruchem, w niepewny obraz zapatrzony. Ostrożnie idziesz w dal bez celu, ostrożnie swym tanecznym krokiem."

Ile razy zdarza się, że nie jesteśmy pewni, co do naszych wyborów. Zastanawiamy się nad swoim przeznaczeniem prawdopodobnie na każdym etapie życia. Nikt chyba nie jest w stanie uzyskać jednoznacznej odpowiedzi na to, do czego został powołany. Nawet mimo pewności, którą nieraz odczuwamy i wmawiania sobie, że podjęliśmy właściwą decyzję, kiedyś przecież przychodzi moment zwątpienia. A co by było gdybym postąpił inaczej? Co by było gdybym postąpiła inaczej? Jak bardzo zmieniła moje życie jakaś niewłaściwa decyzja?
Oczywiście można snuć prawdopodobne scenariusze, jak wyglądałoby wówczas nasze losy. Czasami nawet trzeba. Nieraz takie momenty pomagają mi na nowo utwierdzić się, że miejsce, w którym się znajduję jest właściwe, przeznaczone dla mnie.
Gorzej jeśli myśli te zbaczają nieco na inny tor. Gorzej, jeśli zaczynam zastanawiać się, czy mogę być czegokolwiek pewna, skoro nie wiem nawet nic konkretnego o sobie. Właśnie wtedy czuję się jak ten linoskoczek. Mam wrażenie, że idę przez życie "pochylona", czyli niepewna moich ruchów, drogą, która nie doprowadzi mnie do żadnego celu, ponieważ mam wrażenie, że nie jestem w stanie sobie go wyznaczyć. Moje nastroje i zachowania są burzliwe i niepewne jak chodzenie po fali, linie, nad przepaścią. Czasem nawet świat wydaje się być jakąś iluzją, dziwną otoczką, która tak naprawdę nie istnieje. Jednak mimo wszystko funkcjonuje, ale tylko dlatego, że jest w głębi niej coś, czego nie możemy poznać w sposób zupełny, jednak to coś nadaje sens naszemu życiu - naszemu istnieniu.

Ostatnie zdanie jest już moją nadinterpretacją, a raczej kolejnym wnioskiem, do którego mnie ten utwór doprowadził. Odchodząc jednak od tej dygresji, gorąco polecam szukanie własnej drogi "filozofowania". Niech nie brzmi to groźnie, wręcz przeciwnie, zachęcająco. Nie chodzi tu przecież o to, aby uczyć się filizofii, jeśli w ogóle użyte tutaj słowo "uczyć się" jest zastosowane poprawnie (oczywiście to zależy, od jakiej strony się do tego podejdzie; jeśli założyć, że filozofia leży u podstawy natury człowieka i mamy uczyć się wydobywać z siebie podstawowe pytania i formułować możliwe wnioski, to poprawnie - przy takich założeniach powinniśmy się uczyć filozofii). Mam tutaj na myśli to, że nikt od nas nie wymaga, abyśmy przyswajali na siłę jakieś pojęcia będące próbą odpowiedzi na egzystencjalne i eschatologiczne zagadnienia. Bądź co bądź, myślę że miło jest odszukać drogę, która będzie odpowiadała naszemu charakterowi i upodobaniom. Tak jak ja źródło natchnień znalazłam w poezji śpiewanej, która skłoniła mnie także do czytania tradycyjnej poezji, tak każdy może znaleźć dla siebie coś odpowiedniego.

Powrót

Moja aktywność w "życiu (nie)codziennym)" w ostatnim czasie była znikoma. Niestety (stwierdzam to teraz), ale każdy człowiek ma wątpliwości, co jest dla niego właściwe, czym powinien się zajmować. Jakiś tajemniczy głos Boga, nie wypowiedziany przecież wprost, ale odczuty w głębi serca, był pretekstem do założenia tego bloga. I tak oto wraz z moją psychiką zmieniały się treści tutaj wstawiane. Zawiesiłam pisanie na długi czas, bo wydawało mi się to bez sensu. Nie chciało mi się wyrażać samej siebie nawet dla własnego uspokojenia. Chciałam po prostu odpocząć. Teraz zaś czuję nowy prąd we krwi. Jakiś dziwny zapał. Paradoksalnie mam teraz więcej spraw i zajęć, co wskazywałoby na to, że w ogóle się tutaj nie pojawię, gdyż wcześniej usprawiedliwiałam samą siebie brakiem czasu. Ale oto jestem! Okaże się na jak długo i jak mi to wyjdzie. W każdym razie próbuję!
Statystyki Statystyki